Dollsville "Współczesna bohaterka" (+18 /tylko dla dorosłych)


„WSPÓŁCZESNA BOHATERKA” by Winter Sky i inni

Tom II (z elementami biografii mieszkańców Dollsville), kontynuacja powieści „Tajemnice Dollsville”

Publikacja (fragmenty) – grupa Heidi Ott Dolls' secret life... (1:12 scale)

Pierwsza taka powieść, napisana wspólnie przez mieszkańców Dollsville. Wydanie prywatne, dochód ze sprzedaży przeznaczony w całości na poprawę warunków pracy prostytutek z Puppen Dupen i wsparcie Stowarzyszenia Anonimowych Alkoholików z ulicy Patologicznej.

Od autora

Powieść ta nie powstałaby gdyby nie członkowie grupy Heidi Ott Dolls' secret life... (1:12 scale). Dlatego w tym miejscu chciałabym szczególnie podziękować Monice Koronie-Beens za ciągłe motywowanie mnie do działania, Ewie Nowakowskiej-Bieleckiej za Darię, jej babki z Patologicznej oraz za rozwiązanie zagadki urżniętej głowy, Kamilli za Gretę, oraz wszystkim tym, którzy zaangażowali się w dokumentowanie tego, co w czasie akcji powieści, działo się w ich domkach w Dollsville.

Zabrania się kopiowania i rozpowszechniania. Książka tylko dla dorosłych. Zawiera treści ogólnie uznawane za nieprzyzwoite, czasem wręcz obrzydliwe i absolutnie społecznie nieakceptowane. Wulgaryzmy, opisy morderstw i gwałtów na nieletnich to tylko niewielki wycinek tego co znajdziecie na kolejnych stronach.

 
 

Dla Moniki

dziękuję za mały świat, to dzięki Tobie on ciągle trwa..

Anna

 
 
ROZDZIAŁ I – Ava i Winter

ROZDZIAŁ II - Sam

ROZDZIAŁ III – Komisarz Alex Hund

ROZDZIAŁ IV - Przemyślenia Alexa Hunda

ROZDZIAŁ V -  ul. Patologiczna (by Ewa Bielecka-Nowakowska)

ROZDZIAŁ VI – Zamknięcie sprawy – komentarz Alexa

ROZDZIAŁ VII - Ava

ROZDZIAŁ VIII - Winter

ROZDZIAŁ IX - Greta

ROZDZIAŁ X – Ava

ROZDZIAŁ XI – Sam

ROZDZIAŁ XII – Summer

ROZDZIAŁ XIII – historia Avy

ROZDZIAŁ XIV – Winter


ROZDZIAŁ XV – Winter


ROZDZIAŁ XVI – Sam

ROZDZIAŁ XVII – Greta

ROZDZIAŁ XVIII – historia Wintera

ROZDZIAŁ XIX – Greta

ROZDZIAŁ XX – Summer

ROZDZIAŁ XXI – Summer

ROZDZIAŁ XXII – Ava

ROZDZIAŁ XXIII –  Spotkanie bohaterów
 
ROZDZIAŁ I

Ava i Winter

Z niecierpliwością wyczekiwał 18:00. Ava przyszła już ponad godzinę temu, ale prawdziwa niespodzianka miała nastąpić dopiero za 20 minut. A niech to, nastawi już radio, posłuchają sobie wcześniej muzyki…

Radio HO!, audycja o 18:00

Drodzy słuchacze, pozwólcie że z radością przedstawię gościa mojego dzisiejszego programu. Winetr Sky! Cześć Winter! Cieszę się, że mogę Cię dzisiaj gościć!

Spytacie kim jest Winter Sky? To nasza nowa lokalna gwiazda. Na rynku właśnie ukazała się jego najnowsza książka „Tajemnice Dollsville” i, jeśli wierzyć krytykom literackim, to będzie hit!!

Aco o samym autorze napisał wydawca? Spójrzmy na tył, pachnącej jeszcze drukarnią, okładki książki.

Winter Sky – pisarz młodego pokolenia (1988), Australijczyk z pochodzenia, przebojem wdarł się na listy bestsellerów. Umiejętnie wykorzystuje elementy historii, miesza gatunki i klimaty. Dostarcza kontrowersyjny, niezwykle realistyczny materiał, zachwyca tempem akcji.

Tajemnice Dollsville to fascynująca powieść, w której autor na przestrzeni wieków ukazuje dramat lokalnych kobiet. Historia co chwilę przeplata się z teraźniejszością. Jak podobne są losy dwóch głównych bohaterek – pomimo, że dzieli je ponad sto pięćdziesiąt lat. Zagadki z przeszłości, elementy grozy i głęboko zakopana prawda sprawiają, że nie można oderwać się od lektury. Już nigdy więcej nie spojrzycie na małe, spokojne miasteczko bez cienia strachu.

Powiedz mi Winter, skąd pomysł na książkę? Czy wiesz, że to pierwsza powieść o Dollsville?

Wszystko zaczęło się banalnie. Znudzony zastanawiałem się, czy taka sielska okolica może kryć w sobie jakieś mroczne tajemnice. Zacząłem swoje małe śledztwo od samego miasteczka Dollsville i tu już pierwsze zaskoczenie. Jeszcze na początku XIX wieku nazwa była inna, Dullsville (nawiązywała do spokojnej, wręcz nudnej, głuchej i ospałej osady). Skąd więc zmiana na Dollsville?! Kiedy i dlaczego?! Postanowiłem dowiedzieć się więcej o tej tajemniczej zmianie i tak, po kilku miesiącach śledztwa natknąłem się na laleczki z Dullsville, zwane słodkimi dollsvillkami…

Laleczki? Masz na myśli lalki jakimi bawią się dziewczynki? Czy w tej okolicy była wytwórnia takich zabawek?

Chciałbym! Niestety, nic z tych rzeczy. Prawda jest taka, że były to porwane z ulic, często sprzedane, lub uprowadzone młode dziewczynki. Miesiącami więzione w jednym z okolicznych większych gospodarstw, torturami przyuczane do nowego zawodu.
Czy była tu wytwórnia zabawek? Zabawne, trochę trafiłaś z tym pytaniem. Była tu 'fabryka’, w zależności od zapotrzebowania, mniej lub bardziej ekskluzywnych i zdecydowanie nieletnich kurtyzan. Kupowane, jak zabawki przez bogatych i zdeprawowanych mężczyzn, kapitanów statków, właścicieli podrzędnych burdeli czy szejków z Bliskiego Wschodu. To właśnie te dziewczynki, których comiesięcznymi aukcjami żył cały półświatek są odpowiedzialne za zmianę nazwy z Dullsville na Dollsville.

O rany Winter! To zdecydowanie nie jest grzeczna książka. Nie wiem jak Państwo ale ja już nie mogę doczekać się poznania całej historii. Jestem bardzo ciekawa, co takiego może łączyć dziewczęta z XIX wieku z czasami nam współczesnymi!

Dziękuję Winter za Twoją wizytę, jestem pewna, że teraz czeka Cię sporo pracy. Bo po pierwsze wszyscy będą chcieli autografy, a po drugie, nie odpuścimy, poprosimy o kolejną powieść!!

A już za tydzień …

Ava z piskiem radości i gradem gratulacji rzuciła się Winterowi na szyję… Ale niespodzianka!!! Jak mogłeś to przede mną ukrywać! Pokaż mi książkę! No już! 

I tylko w jednym domu w Dollsville nikt się nie cieszył. Siedziała sama w ciemnym pokoju, wraz z końcem audycji jeszcze mocniej zapadła się w miękki fotel, objęła przykurczone kolana, a po policzkach płynęły jej łzy… Ona, współczesna bohaterka powieści Wintera…

 




ROZDZIAŁ II
Sam

Gdzie ona jest?! Gdzie ona do cholery jest! I czemu ma wyłączony telefon. Podzwonię po znajomych, może się gdzieś zasiedziała… Oby szybko wróciła!
Kilka godzin później…

Była prawie pierwsza w nocy, kiedy wyszedł z komisariatu policji w Puppen Dupen. Nocny dyżur prowadził lekko wczorajszy policjant, ale zgłoszenie o zaginięciu przyjął profesjonalnie, wprowadził wszystkie dane do systemu, poprosił o zdjęcie zaginionej i dał ulotki ITAKI. Cały czas uspokajał, że naprawdę minęło jeszcze niewiele czasu i najlepiej zrobi jak wróci do pensjonatu i tam na nią poczeka. Łatwo mówić, czekaj… Czekał cały dzień!
Najgorsze jest to, że nie wie, co mogło się stać. Miała być tylko w Puppen Dupen, obejrzeć dwa domy, jeden pustostan i wracać. Takie pierwsze rozpoznanie, decyzję o tym gdzie zamieszkają i tak mieli podjąć razem. RAZEM!!! Gdzie jesteś kochana!?!

Dobra, na posterunek wróci rano. Teraz musi zadzwonić do Wintera. Pal licho godzinę! Pewnie i tak obudzi nie tylko jego swoim telefonem… A niech to! Jak on mu spojrzy w oczy, jak powie, że nie wie, gdzie jest jego siosta?!?! Przystanął w ciemnym zaułku i zapłakał z bezsilności…

Zaginiona: Summer Sky
 Data urodzenia: 28-05-1986
 Data zgłoszenia: 11 maja 2017, 00:17
 Zamieszkała tymczasowo w Dollsville, Pensjonat Zagórze
 Ubrana: granatowa sukienka, granatowy płaszcz

 


ROZDZIAŁ III
Komisarz Alex Hund

Wieści o zaginięciu Summer szybko rozeszły się po Dollsville, Puppen Dupen i okolicznych miasteczkach. Na komisariat dzwoniło sporo, zwłaszcza starszych, osób. Cóż, nie ma co się dziwić. Dla ludzi to mała sensacja, a oni lubią sobie pogadać. Tylko skąd im się wzięła tajemnicza kobieta obcinająca głowy?! Przecież nikt nie zgłosił żadnego przestępstwa! Nowa miejska legenda, czy też powinien spodziewać się nadchodzących kłopotów?!?! Niestety, pomimo kilku naprawdę dobrych i makabrycznych historii, żaden z telefonów nie przyniósł przełomu w śledztwie.
Komisarz Alex Hund osobiście sprawdził wszystkie miejsca, które miała wczoraj odwiedzić zaginiona, rozmawiał z agentem nieruchomości, szewcem (no dobra, do szewca wpadł odebrać buty, wypił z nim też małe piwko, ale kto by tam o tym wspominał) i sąsiadami z listy domów, które chciała zobaczyć Summer. Spędził cały dzień w terenie. Zmęczony, o 17:20 wrócił w końcu na komendę. Zalał wrzątkiem chiński makaron i właśnie miał nabrać pierwszy kęs gdy zobaczył Darię, która zdenerwowana wymachiwała w jego kierunku jakąś książką. Daria z książką, niezwykłe zjawisko, pomyślał, a kąciki jego ust wyraźnie się uniosły.
Aleeeeex patrz co mam!!! Książka!!. Ja ją wczoraj w tym pustostanie co na sprzedaż jest wystawiony znalazłam. Aleeeeeeex no nie patrz tak na mnie zdziwiony! To nie jest zwykła książka! To książka Summer! Tej Summer co zaginęła!!! Bo ona jest siostrą Wintera. Patrz! Ona tam wczoraj była i ktoś jej coś zrobił! No zobacz wreszcie, co się tak na mnie patrzysz!

No to kurde mamy problem, pomyślał. To już nie jest zaginięcie, mamy do czynienia z porwaniem. Kurde noooo…. Komisarz Alex Hund wziął do ręki długopis i przegryzając dolną wargę, co zresztą robił zawsze gdy był zakłopotany i nie wiedział co zrobić, zapisał w notatniku dwa słowa KTO?! DLACZEGO?!



 ROZDZIAŁ IV
Przemyślenia Alexa Hunda

Z doświadczenia wiedział, że ponad połowa ofiar znała swoich oprawców, nie mógł więc wykluczyć z grona podejrzanych najbliższych z otoczenia Summer Sky.

Książka z odręczną adnotacją na autografie Wintera została wysłana do pilnej ekspertyzy w laboratorium policyjnym w stolicy. Miał nadzieję, że szybko dowie się czegoś więcej, co pozwoli choć w małym stopniu zbliżyć mu się do winnego.
Badanie miejsca przestępstwa to dopiero było wyzwanie, do tej pory zresztą siedzą tam policyjni eksperci. Ustalili ponad wszelką wątpliwość, że faktycznie Summer tam właśnie została zaatakowana i że walczyła. Mieli też kawałek linki, właśnie na nią patrzy, którą zapewne została skrępowana (przynajmniej miał taką nadzieję, bo ślady ciągnięcia wskazywały, że była całkowicie bezwolna, a to mogło znaczyć, że… Nie, zakładają, że żyje. I on ją znajdzie!) Mieli sporo odcisków butów, mieli też ślady krwi (duuużo krwi, zdecydowanie za dużo i to również go martwiło)

Lista podejrzanych:
Augustyn – gdzie był 10 maja, kiedy zaginęła S.S.?

Winter – brat zaginionej. Czy zrobił to, by jeszcze lepiej sprzedawała się jego książka. Przecież nawet w „faktach” o tym mówili… I skąd oni kurde mieli zdjęcie autografu z notatką porywacza??!?!?!?! Jak nasz główny dowód mógł zostać pokazany w TVN?!?!? Musi szybko porozmawiać z Winterem. Swoją drogą o czym jest ta książka „Tajemnice Dollsville”? Może ona ma jakiś związek z zaginięciem Summer. Przecież porywacz zwraca się bezpośrednio do autora.
Sam – niby zgłosił zaginięcie, ale to jej chłopak, może się o coś pokłócili?! Muszę to sprawdzić

Połowa mieszkańców Patologicznej… Jezzzzuuu, w co on się wpakował, nawet porządnej listy podejrzanych nie jest w stanie przygotować… Musi się skupić. I coś zjeść. Gdzie ten chiński makaron?!
A może, może to nie Summer jest ofiarą? Może to ona jest oprawcą? Bo skąd niby w opowieściach ludzi ta męska głowa?! Może została zaatakowana, broniła się, zabiła i sama napisała co napisała w książce. Jeezuuu.. czemu po głowie chodzi mu ciągle jakaś głowa?! Kurde no, głupia głowa, którą niby wszyscy widzieli, a policja jakoś nieeee..

ROZDZAŁ V
ul. Patologiczna (by Ewa Bielecka – Nowakowska)

Hallo milicja ?
Bo łon jooo tak złapał. Uwiązał.. Łona taka związana siedziała i błagała go o wolność. W dywan jooo zawinął. Rzucił się tak na niooo. I łona go tak pac w łeb. Myśmy łuciekły. Bo Stasia bimber trzyma w chałupie i lepiej żeby jej milicja nie łodwiedzała.



 


 

 


 


ROZDZIAŁ VI
Zamknięcie sprawy, komentarz komisarza Alexa

Chwała niech będzie moherom! Kolejny raz przekonał się, że starsi ludzie to najlepsi informatorzy. Babki z Patologicznej rozwiązały sprawę zaginięcia Summer. No może nie do końca, bo kobieta nadal się nie odnalazła, ale teraz już wiemy, że nie została porwana, a sama uciekła.
Po tym jak została napadnięta i skrępowana w pustostanie przez nieznanego mężczyznę (w myślach zwał go Nickiem, bezgłowym Nickiem) udało jej się jakoś oswobodzić i powalczyć o uwolnienie. Zabiła, to prawda, ale babki wszystko widziały. To była obrona własna! I nawet głowa się odnalazła, wturlała się do pomieszczenia obok, a pies Maślaków zabrał ją do swojego ogródka.
 
Teraz policjanci wiedzą już wszystko i mają komplet dowodów. Ekspertyza pisma potwierdziła, że tekst o laleczce napisała sama Summer. Po co? O to trzeba będzie zapytać naszą „porwaną”. Sprawa rozwiązana. Pozostaje tylko jedno, niezmienne od początku pytanie, gdzie jest Summer?

ROZDZIAŁ VII
Ava

Od czasu zniknięcia Summer Winter pogrążał się w coraz większym otępieniu. Właściwie nie robił nic oprócz przesiadywania w barze. Nie pisał, nie jadł, odwołał wszystkie spotkania promujące książkę, nic tylko pił. Całymi dniami siedział przy stoliku pod ścianą wpatrzony albo w kufel, albo w Avę obsługującą klientów. Odmowa wydania kolejnego piwa na nic się nie zdawała, szedł do sklepu i z butelką czystej wracał na swoje miejsce. W nocy, gdy Ava zamykała Norę ledwo trzymał się na nogach. Pierwszego wieczora zabrała go do siebie, potem stało się to już rytuałem. Od dwóch tygodni codziennie budziła się obok śmierdzącego pijaka.
Początkowo było jej go żal, zresztą wszyscy byli smutni, przejęci i zaniepokojeni zniknięciem Summer. Z czasem zaczęła mieć tego dość. Na nic zdały się tłumaczenia, prośby i groźby. A wczorajsza nocna kłótnia przelała szalę goryczy. Pewnie i tak Winter nic z niej nie pamięta.. No cóż, sam sobie jest winien. Obudzi się i nie będzie ani jajecznicy na stole, ani otwartego baru, ani Avy w miasteczku. Być może to wyrwie go z pijackiego letargu - pomyślała.

Zaraz po kłótni, gdy tylko zasnął, wzięła torebkę, kilka ciuchów na przebranie i wyszła z mieszkania. Samochodem jechała prawie 5 godzin. Nad ranem wynajęła pokój w hotelu, zaciągała zasłony, uśmiechnęła się delikatnie na widok wschodzącego słońca i zmęczona zasnęła. Właściwie nie wiedziała gdzie dokładnie jest, co zrobi i jak długo tu zostanie. Odpocznie, zbierze myśli i zobaczy co dalej. Teraz jest jej czas i zamierza go wykorzystać najmilej jak to możliwe. Miasteczko do którego dotarła okazało się być małym kurortem wakacyjnym, o tej porze roku raczej pustym, ale to nawet jej odpowiadało. Spacer po okolicy sprawił że poczuła się jak na wakacjach, których dawno już nie miała. Odwiedziła kilka sklepików z rękodziełem, mijała wiele uroczych knajpek ale to spa spodobało jej się najbardziej. Weszła by zarezerwować sobie dzień rozpusty. Mimochodem spojrzała na klientkę, której właśnie pracownica saloniku kosmetycznego pakowała balsamy i stanęła jak wryta. Całkowicie ją zamurowało, nie zareagowała gdy kobieta pospiesznie minęła ją i wyszła ze spa.
Mail Avy do Sama:

Drogi Samie,
Piszę do Ciebie, bo jak wiesz, z Winterem nie da się ostatnio porozmawiać. Pewnie niedługo wszyscy zauważą moje zniknięcie, klienci baru zapewne prędzej niż inni mieszkańcy DollsvilleJ. Wyjechałam, nie wiem na jak długo, przekaż proszę znajomym by się nie martwili. Wrócę jak odetchnę, musze odpocząć bo pijacki ciąg Wintera spowodował, że zaczęłam się dusić.

Ale do rzeczy. Widziałam Summer!!! Naprawdę. Nic jej nie jest i teraz jestem pewna, że ukrywa się świadomie. Być może nie wie, że nic jej nie grozi i że dochodzenie policji wykazało, że działała w obronie własnej. W miasteczku do którego dotarłam zobaczyłam kobietę podobną do Summer, aż mnie zamurowało, nie zareagowałam gdy mnie minęła i wyszła z salonu kosmetycznego. Dopiero gdy recepcjonistka, która zauważyła z jakim zainteresowaniem przyglądałam się wychodzącej kobiecie, zagadnęła że ciekawe kto to, pewnie to jakaś bogata celebrytka bo ukrywa swoje rude włosy pod blond peruką, a oczy za dużymi okularami przeciwsłonecznymi wtedy zyskałam pewność. Gdy wybiegłam za nią na ulicę zobaczyłam ją na tylnym siedzeniu taksówki, mrugnęła do mnie, przesłała buziaka, pomachała na pożegnanie i odjechała. Biegłam za samochodem, widziała to, ale nie zatrzymała auta. Odjechała.
Drogi Samie, będę mieć oczy szeroko otwarte, będę wypatrywać Summer. A tymczasem nie martw się proszę. I zajrzyj proszę do Wintera, pomimo całej złości, trochę się o niego martwię.

PS dzięki uprzejmości pracownicy spa mam zdjęcie Summer, spójrz proszę na załącznik, to zdjęcie z kamery przemysłowej zamontowanej w spa.

Buziaki,’
Ava

.

ROZDZIAŁ VIII
Winter

Nigdy mnie nie kochała!! Głupia… Jak chce, niech sobie od niego odchodzi, ale po co zaraz bar zamykać?!?! Pomyślał Winter odchodząc spod zamkniętego pubu.
Sam wiedział, że szukanie Wintera nie potrwa długo. Normalnie od razu skierowałby się do Nory, ale z maila Avy wynikało, że zamknęła swój bar. Zostały do sprawdzenia dwa mieszkania i sklep monopolowy. No chyba, że Winter połączył siły z Dziaduniem i jego naleweczką albo przeniósł swój pijacki tyłek na Patologiczną…

Znalazł pijaka w sklepie. Wyglądał tak fatalnie, że wcale nie dziwił się Avie, że nie wytrzymała z nim dłużej.  Pokazał mu maila, pokazał zdjęcie. Winter od razu rozpoznał siostrę, ale nie do końca rozumiał całą sytuację. Jak to nie chce wrócić? Dlaczego? A Ava czemu wyjechała?! Wziął wydruki od Sama i stwierdził, że musi to wszystko na spokojnie przemyśleć. Najlepiej nad butelką jaką. W zasadzie to dzień dobrych wiadomości, nie będzie sobie żałował – pomyślał -  i sięgnął z półki największą butelkę whiskey…
 
 

ROZDZIAŁ IX
Greta

UPADEK GWIAZDY
Historia Wintera Sky by Greta Gracja

Ostatnio Winter Sky nie schodzi z głównych stron gazet, magazyny pełne są jego okładek, a sam autor książki „Tajemnice Dollsville” był gościem wielu programów telewizyjnych i radiowych. W ciągu zaledwie kilku miesięcy wyrósł na gwiazdę. Na początku w związku z premierą książki, później z głośnym zaginięciem siostry Summer S., brutalnym morderstwem, aż wreszcie przez pijackie burdy i niekończące się imprezy stał się ulubieńcem tygodników plotkarskich. Jaki naprawdę jest Winter Sky i co stoi za jego upadkiem dowiecie się z poniższego artykułu.
Wstęp napisała dość szybko, nie potrzebowała do tego żadnego śledztwa, to wiedział każdy, ale Greta postanowiła przyjrzeć się sprawie ciut bliżej. I choć miała nieskończone jeszcze inne trzy artykuły, w tym jeden o Donaldzie T., postanowiła zebrać trochę materiału również o pisarzu. Pomimo, że traci na popularności, to nadal dobrze się sprzedaje. Warto dodać coś od siebie, pomyślała, tym bardziej, że jestem na miejscu. Czy Winter zgodzi się na wywiad, co myślą o nim mieszkańcy? Szybko spakowała notes, dyktafon i mały aparat fotograficzny do torebki i wyruszyła na łowy.

„Dobry kompan z niego był, stawiał zawsze… Ale tego, że przez niego panienka Ava bar zamknęła nigdy mu nie wybaczę” Wiesiek spod Nory
„Czego chcecie pismaki od chłopaka, ma pieniądze, książką zarobił, niech sobie wydaje na co chce, czy to chlanie, imprezy czy dziwki. To dobry chłopak, swój. U nas wydaje, co nie?” Właściciel monopolowego

„To nie jego wina pani Greto, to przez te kobiety! Baby zniszczą każdego. Własna siostra i jego własna dupa doprowadziły do tego upadku” Marian W.

„To było do przewidzenia, jak ktoś odniesie sukces, to potem każdy chce się z nim napić” Mariola S.

„Pani o co tyle hałasu, naleweczki już się nawet napić spokojnie nie można, od razu pijaka z niego robicie” Dziadunio

„Ja nie rozumiem, po co on na dziwki do Puppen Dupen lata, przecież w Dollsville tyle pięknych panien!” Dżesika J.

„Oj przestańcie już szukać sensacji, nic nie powiem” Sam Winny, chłopak zaginionej Summer, siostry Wintera

„Co tam Winter, mnie bardziej interesuje czy wiadomo coś więcej kochanieńka o Nicku Bez Głowy, kim on był?!” Babka Wolna

„Zamawia Pani czy wychodzi? Tyle mogę powiedzieć” Mia May, właścicielka cukierni
Greta potrzebowała przerwy. Zamówiła kawę i ciastko z malinami i usiadła przy stoliku pod ścianą. Wyjęła z torebki dyktafon, podłączyła słuchawki i  odsłuchała nagrany materiał z rozmów z mieszkańcami. Hmmm… niewiele się dowiedziała. Większość stoi za nim murem, mimo wszystko. Traktują go jak swojego, ja jestem tu jeszcze zbyt krótko by zdobyć ich zaufanie. Choć jest coś, o czym nikt jeszcze nie pisał. Kobiety w życiu Wintera. O siostrze pisał już każdy, ale o dziewczynie, jak ona miała... Ava, tak Wiesiek powiedział, że Ava, chyba nikt wcześniej nie wspominał. I co powiedział ten Marian… odsłuchała raz jeszcze.. „…i jego własna dupa doprowadziły do tego upadku”, tak, pomyślała, trzeba się temu przyjrzeć. Kobiety w życiu Wintera, jak to powiedziała Dżesika? Że na dziwki do PuppenDupen lata, to będzie sensacja, coś w tym musi być, bo i właściciel monopolowego wspomniał panienki lekkich obyczajów w rozmowie. Mam punkt zaczepienia. Trzeba będzie to sprawdzić. Kończę kawę i poobserwuję trochę pisarza. Kto wie, może nie będzie to stracony dzień, pomyślała.

Wintera znalazła w parku, siedział na ławce w otoczeniu pustych butelek. Nie chciał rozmawiać, złożył jej za to niemoralną propozycję. Wycofała się i zza drzewa pstryknęła mu kilka fotek. Postała jeszcze chwilę, a gdy wstał ruszyła za nim. Wiedziała, że jest pod wpływem, a mimo to wsiadł do auta. Oj niedobrze z tobą pisarzu, niedobrze. Wskoczyła do taksówki i kazała kierowcy ruszyć za granatowym autem Wintera. Mam nadzieję, że nie pojedzie daleko, nie mam za dużo pieniędzy przy sobie - powiedziała do taksówkarza. Spokojnie pani, to auto przed nami prowadzi Winter, a on, jak sobie popije to lubi do burdelu skoczyć, także będziemy kończyć w Puppen Dupen, albo jeszcze wcześniej, na komisariacie, jak go zatrzymają. Nie zawsze udaje mu się tam dojechać w tym stanie – dodał kierowca uśmiechając się pod wąsem. Faktycznie, Winter zaparkował tuż pod podrzędnym domem uciech. Greta okrążyła kamienicę, zauważyła, że od podwórka są schody przeciwpożarowe. Wspięła się na nie i miała idealny widok na spowity w czerwonej poświacie pokój…
Winter to pisarz, ma wrażliwość artysty, jest podatny na negatywne bodźce, a na jego upadek miał bezpośredni wpływ fakt głośnego zniknięcia jego siostry. Nie poradził sobie z nagłą popularnością, ze stresem, z niepewnością o stan i życie Summer. Pomocy w tak trudnej sytuacji szukał w tym czego zaznał już wcześniej, w alkoholu. Upijając się co dzień do nieprzytomności, wszczynając burdy i biorąc udział w pijackich libacjach doprowadził do odejścia kobiety swojego życia, Avy. To tylko przyspieszyło jego upadek. Bez wsparcia bliskich mu kobiet, przytłoczony stresem okazał się być słabym, nieprzystosowanym do życia człowiekiem. Opuszczony przez partnerkę stał się równie częstym bywalcem burdeli jak  i aresztu policyjnego. W rozmowie z Aleksis, damą do towarzystwa z opublikowanego w artykule zdjęcia, dowiedziałam się, że nigdy nie wiadomo było w jakim stanie zawita do niej Winter. Miewał zarówno stany obniżonego nastroju jak i stany nadmiernego pobudzenia. Czasem pragnie miłości i delikatności, innym razem jest dominujący i brutalny. Jedno jest niezmienne, zawsze jest pijany. 

Wygląda na to, że to już koniec Wintera Sky, jego gwiazda gaśnie, a kariera dobiega końca. Winter, którego przekleństwem okazała się być jego własna, niezwykła wrażliwość.
Hmm… pomyślała Greta. Nie jest to może najwyższych lotów artykuł, ale do kolorowego tygodnika się nadaje. Jako freelancerka wysłała go do redakcji z nadzieją na dobry zarobek. Bo co jak co, ale zdjęcia mam fenomenalne, pomyślała.


 


 

ROZDZIAŁ X

 

Ava

Winter ty złamasie, zdążyła pomyśleć Ava zanim zerwała się z hotelowego łóżka zrzucając z kolan magazyn z artykułem Grety. Dobiegła do łazienki w ostatniej chwili i zwymiotowała. Cholera jasna! Gdyby to był pierwszy raz, pomyślałaby że to ze względu na zdjęcie Wintera z tą kurwą z burdelu, ale wymiotowała już wcześniej… Czym oni do kurwy nędzy karmią tu turystów, wymamrotała… Albo… nieeeeeee… to nie może być prawda… Chociaż… ubrała się i wyszła do apteki po test ciążowy…

Wk..$%^#@ ja pie**&%$$ k*%@% … wysyczała Ava na widok wyniku testu. No to mamy problem! Choć nie, nie my, nie ma już nas... Otworzyła laptopa i wstukała w wyszukiwarce adres najbliższej kliniki.

 





ROZDZIAŁ XI

Sam

Siedział w ciemności i zastanawiał się co dalej. Tyle czasu minęło już od zniknięcia Summer, a on nadal pomieszkiwał w Pensjonacie. Przecież przenieśli się do Dollsville dla Wintera. Summer tak tęskniła i martwiła się o niego. A teraz nie ma ani jej, a z kumpla zostały tylko jakieś pijackie zwłoki… Wynajmowany pokój kosztuje majątek, a Sam nawet nie zaczął szukać pracy przez cały ten rozgardiasz.

Z rozmyślań wyrwał go dźwięk nadchodzącej wiadomości. Mail. Ciekawe od kogo. Podniósł się z łóżka i zaczął czytać.

Drogi Samie,
Mam do Ciebie ogromną prośbę. Wyjechałam tak nagle.. Zamierzałam wrócić, ale sytuacja się trochę zmieniła i do Dollsville mi aktualnie nie po drodze. Czy mógłbyś zabezpieczyć Norę? Zrób co chcesz, możesz ją poprowadzić pod moją nieobecność, możesz zamknąć. Ale nie pozwól by została zniszczona czy rozkradziona. Bardzo Cię o to proszę. To samo zrób z moim mieszkaniem. Jeśli chcesz, przenieś się do niego z pensjonatu, jeśli nie, wynajmij je proszę, a pieniądze przeznaczaj na opłaty (nie zapomnij opróżnić lodówki!).
Ucałuj ode mnie siostry May.
Ava

Kurde, co jest z tymi kobietami, że tak znikają, pomyślał. Z drugiej strony nie miał co się dziwić Avie, sam ledwo wytrzymywał z Winterem, a teraz po ostatniej publikacji jego zdjęć z burdelu, jego reputacja legła w gruzach. Rozumiał ją. I Ava, w przeciwieństwie do jego Summer, chociaż się odzywała. Nacisnął odpowiedz i napisał.

Kochana Avo,
Tak pusto i smutno tu bez Ciebie. Jak długo Cię nie będzie i przede wszystkim gdzie jesteś? Czy spotkałaś jeszcze raz Summer? I czy nic Ci nie jest? Tak bardzo się martwię. Teraz już o Was obie.
Oczywiście zajmę się Norą. A propozycja zamieszkania u Ciebie jest dla mnie rozwiązaniem wielu problemów, więc skorzystam z niej z największą przyjemnością.
O nic się nie martw. Zajmę się wszystkim. Siostrzyczkom przekażę pozdrowienia z samego rana jak tylko pójdę do piekarni po bułki.
Ściskam,
Sam
Siedział wpatrzony w monitor jeszcze przez chwilę. Potem wstał i zaczął się pakować. Swoje i Summer rzeczy. Jak tylko Ava napisze to usłyszy sygnał, a wtedy otrzyma odpowiedz na swoje pytania. Bardzo był ciekaw, gdzie zatrzymała się przyjaciółka i kiedy planuje wrócić. A zaraz potem przypomniał sobie, że obiecał jej zająć się Norą. Matko kochana, będzie prowadził bar! Ma pracę! Tylko jak sobie da z tym radę…  
 

ROZDZIAŁ XII
Summer
Prywatna Klinika była ogromnym budynkiem w kształcie litery U. Dokładnie po środku było wejście główne, całe w marmurze, z ogromną fontanną i palmami. Na środku stały dwa potężne i również marmurowe biurka – dwa sekretariaty.  Skrzydło na prawo zajmował oddział Profesora Mariusza Rachciacha wraz ze swoją najlepszą w kraju prywatną Kliniką Piękna ‘ La Estetica’, część budynku na lewo należała do jego żony Dr Bożeny Rach-Rachciach, w tej części budynku mieściła się Klinika Leczenia Niepłodności i Świadomego Macierzyństwa.
Summer uśmiechnęła się do siebie, na prawo kochana, na prawo. W lewo nawet nie patrz. Doktor Mariusz już na Ciebie czeka, to ostatni przystanek przed powrotem nowej Summer. Zaśmiała się do siebie. Wreszcie była zadowolona, w przeciwieństwie do zamyślonej młodej kobiety, która właśnie wyłoniła się z korytarza po lewej stronie.
Cholera jasna, to znowu Ava. Co ona tu robi?!? Ciekawość zwyciężyła. Summer podbiegła do dziewczyny brata. Ta zdążyła tylko schować za siebie zdjęcia z USG, spojrzała na Summer, łzy popłynęły jej z oczu i wybiegła z kliniki Rachciachów.
Co tu się do cholery wyprawia. Przecież to ja uciekam, ja się ukrywam. Dopiero co leciała za moją taksówką ponad pół kilometra, a teraz nie chce nawet słowa zamienić?!? I zdjęcia widziałam, jest w ciąży! Summer usiadła na kanapie zamyślona. Do jej wizyty zostało jeszcze 12 minut. Wzięła do ręki pierwszy lepszy magazyn, otworzyła i wiedziała już wszystko. Winter! Jak mogłeś!!! Biedna Ava, pomyślała Summer. Oby nie zrobiła niczego głupiego!

5ty tydzień ciąży Avy
 

ROZDZIAŁ XIII
historia Avy
W jej życiu nigdy nie było miłości. Odkąd pamięta rodzice traktowali ją jak niechcianego psiaka. Miała nianie, opiekunki, szkoły z internatem. Oni mieli swoje prace, bankiety i sukcesy zawodowe. Nie było kochających rodziców, dziadków, imprez na urodziny czy wspólnych wakacji i świąt. Była obojętność, wymuszona uprzejmość i tylko jedna, jedyna awantura, która zmieniła wszystko. To było wtedy, gdy dowiedzieli się, że złożyła dokumenty i została przyjęta na  akademię sztuk pięknych i że nie wybiera się na studia prawnicze, jak to sobie założyli. Padło wiele cierpkich słów, żalu, jadu i oskarżeń. Kazali się jej wynosić, usłyszała, że przynosi im wstyd. Tej samej nocy spakowała plecak i odeszła. A oni jej nie szukali. Wiedziała o tym, bo przecież z ich pieniędzmi i znajomościami, znalezienie jej nie byłoby żadnym problemem. Nie zmieniła nazwiska, posługiwała się cały czas tymi samymi dokumentami wystawionymi na Avę Taylor (tylko w czasie studiów lubiła przedstawiać się nie jako Ava, a Avangarda). Gdyby chcieli, nawiązaliby kontakt. Mieli na to 10 lat. Byli oschli, wyniośli a ona nie miała ochoty ich widzieć, więc też się nie odzywała. I tylko czasami, zwłaszcza na początku znajomości z Winterem, zastanawiała się, czy jest do nich podobna. Wtedy gdy on nazywał ją królową lodu. Uśmiechnęła się na samą myśl o tym. Ehhh Winter, Winter coś ty najlepszego narobił chłopaku…
Przypomniała sobie pierwszy dzień swojego nowego życia. Była noc, siedziała w parku i zastanawiała się co dalej. Za co będzie żyła, dokąd pojedzie, gdzie zamieszka i czy w jej obecnej sytuacji powinna w ogóle rozpoczynać studia. Nie potrafiła odpowiedzieć na żadne z zadanych sobie pytań. Wstała i pod osłoną ciemności przemaszerowała 8 km w kierunku wylotówki z miasta. Droga stopem do stolicy zajęła jej prawie 2 dni.  46 godzin rozmyślania co dalej. Miejsce w akademiku miała dostać dopiero za cztery miesiące. Do tego czasu musi pracować jak najwięcej. Potem będzie łatwiej, ma przecież stypendium, będzie akademik, będzie miała pracę… Da radę! Po dotarciu na miejsce, pełna nadziei, kupiła gazetę z ogłoszeniami i tak trafiła na swoją pierwszą pracę. Od razu z zamieszkaniem. 
Trafiła do Rity i Richarda, 46 letniego, bezdzietnego małżeństwa. Mieszkali w ogromnej rezydencji z basenem i nawet Avie przemknęło przez myśl, czy to nie są przypadkiem znajomi jej rodziców, bo standard życia mieli niewiele niższy. Mieli służące i sprzątaczki, a nawet pielęgniarkę w domu. Ava miała tylko umilać czas starszemu panu, Ianowi, ojcu pana domu. Ian był miłym staruszkiem, zupełnie nieuciążliwym. Wystarczyło pomóc mu z posiłkami, rozmawiać z nim i czytać, codziennie zabierać też starszego pana w wózku na obowiązkowy spacer do ogrodu czy parku. Do kąpieli, toalety i rehabilitacji po udarze byli inni. Dziadunio uwielbiał książki, zwłaszcza historyczne, a że wzrok już mu na to nie pozwalał, każdego dnia przez kilka godzin czytała mu na głos o bitwach, rycerzach, knowaniach królów i ich poddanych.
Rita, z racji wysokiego stanowiska w ministerstwie, w domu bywała niewiele i trochę przypominała Avie jej własną, dystyngowaną matkę. A Richard był właścicielem firmy budowlanej, ponoć dużej, budowali tylko ogromne wieżowce, jeśli wierzyć w to co mówił. W domu bywał zdecydowanie częściej niż jego żona, z czego Ava od początku nie była jakoś szczególnie zadowolona. Wolała spędzać czas tylko ze starszym panem. Richarda od początku nie polubiła, patrzył na nią lubieżnie, ślinił się i ciągle tarł krocze w jej obecności. Później miało okazać się, że nie myliła się co do tego typka. Nie, nic jej nie zrobił, nie zdążył. Wybiegła w porę, jak pewnego wieczoru zobaczyła go w salonie walącego sobie konia przed laptopem na monitorze którego w roli aktorki filmu porno występowała Ava w swojej własnej,  prywatnej łazience nacierając nagie ciało balsamem. W drzwiach, w jednej ręce z wyrwanym Richardowi laptopem w drugiej z komórką próbując wybrać numer alarmowy, zderzyła się z Ritą. Kobieta natychmiast kazała mężowi podciągnąć spodnie i wynosić się do góry, a Avie usiąść w kuchni. Powiedziała, że nie chce skandalu. Że przeprasza za męża, i jego zachowanie. Wyraziła nadzieję, że uda się zachować dyskrecję. Zaproponowała okrągłą sumę pieniędzy. Ava kręciła głową, nie wierzyła w to co się dzieje. Nie chciała słuchać pani Rity.. Sytuacja stawała się coraz bardziej nerwowa, zwłaszcza, że policyjny patrol podjechał już na podjazd rezydencji. Wtedy Rita uderzyła zapłakaną Avę w twarz, nie mocno. Ale uderzyła. Kazała wziąć się w garść i wytrzeć łzy. Obiecała jej do zaproponowanej sumy pieniędzy jeszcze na własność mieszkanie blisko uczelni. Ava zdążyła tylko kiwnąć głową i dodać, że chcę też tego laptopa, wraz ze wszystkimi nagraniami z jej udziałem. Rita przytaknęła i ruszyła w kierunku drzwi odprawić policjantów. Tak właśnie Ava straciła swoją pierwszą pracę. Ale z domu Evansów wyszła bogatsza, nie tylko w kopertę pełną gotówki, mieszkanie z dwoma sypialniami, ale również z najnowszym modelem laptopa pełnym świńskich filmów, najczęściej z udziałem młodych, jak ona, dziewczyn. I tylko starszego pana było jej żal.
Lata studiów wspomina już dobrze, lubiła zajęcia na wydziale wzornictwa i architektury wnętrz, były kreatywne i dawały jej wiele satysfakcji. Dzięki Richardowi - zboczeńcowi i jego żonie ukrywającej wszystkie perwersje męża, miała zapewnione mieszkanie, dzięki stypendium nie musiała płacić za studnia, a za zarobione pieniądze mogła spokojnie się utrzymać i imprezować tak jak lubiła, czyli na maksa. Pracowała w różnych miejscach, choć najczęściej były to bary, puby i kluby nocne. Dodatkowy dochód, szczególnie po drugim roku studiów, stanowiły również projekty graficzne, loga firm na zamówienie, projektowanie wzorów porcelany, czy później, już w biurze projektowym w którym się zatrudniła, to co było już specjalizacją na studiach – wzornictwo użytkowe, w szczególności meble. Lubiła proste formy, kilka jej projektów do tej pory dostępne było w salonach meblowych na całym świecie. Za samą serię stolików zaprojektowanych dla szwedzkiego potentata z branży meblowej kupiła kolejne mieszkanie i bar, tam w Dollsville. 
Na studiach poznała Leę May, były na tym samym roku, choć Lea specjalizowała się w architekturze wnętrz, a Ava wybrała wzornictwo. Na imprezach, gdy wypiły już więcej niż trochę, często rozmawiały o wspólnym salonie z wyposażeniem wnętrz. Wiedziały dokładnie co chciałyby w nim sprzedawać i  jak miałby wyglądać, marzył im się taki stary, pofabryczny loft. Ot takie, szczeniackie marzenia… Lubiła to ich wspólne fantazjowanie, równie mocno jak wspólne imprezy. I facetów. Facetów tez lubiła. Jak teraz wraca myślami do tamtego okresu, to ma wrażenie, że zachowywała się jak spuszczona ze smyczy. Zresztą nie tylko ona. Wszyscy jej znajomi. Wyzwoleni, pieprzeni artyści. I choć w czasie studiów nie była nigdy w oficjalnym związku, to i tak sporo się w jej życiu erotycznym działo. Najdłużej związana była z Markiem, studiował rzeźbę i miał fioła na punkcie kobiecego ciała. A już zupełnie zafiksowany był na starsze babki, im starsze i grubsze, tym bardziej się ślinił. Spotykali się nieregularnie, czasem raz, dwa razy w miesiącu, w innym praktycznie ze sobą mieszkali. Uwielbiała jak studiował jej ciało, dogłębnie. Był jedynym ze wszystkich jej partnerów, który dbał aż za bardzo o jej potrzeby. Czasem wręc musiała się domagać, by w końcu przerwał pieszczoty i porządnie ją zerżnął. Z Markiem poznała też wolną miłość. Potrzebował Avy by wbijać się na imprezy swingersów, bo o ile samotne kobiety były wpuszczane do prywatnych klubów, to sami mężczyźni już nie. Dlatego zawsze wchodzili tam razem, by zaraz po przejściu przez drzwi, rozdzielić się i szukać nowych partnerów. Ava uwielbiała te wieczory. Różnorodność, wolność, zniewolenie, dominację i to uczucie spełnienia. Na jednej z takich imprez poznała też drugą z sióstr May, najstarszą – Tię. I to była ich tajemnica, nigdy nie powiedziały o tych imprezach pozostałym siostrom. Zresztą, Tia zawsze sprawiała wrażenie spokojnej, troskliwej i opiekuńczej najstarszej siostry. Gdyby tylko pozostałe wiedziały co się zazwyczaj działo w jej łóżku! 
Po skończonych studiach, które trwały o rok dłużej niż zakładała, a wszystko przez poszukiwanie siebie, odkrywanie prawdziwego ja i własnej seksualności na końcu świata, morzach i oceanach. Właściwie to tak szumnie brzmi tylko. Po prostu, poznała faceta. Było im dobrze. Kolejny wolny związek, czyli taki jaki preferowała, bez miłości, za to z dzikim seksem. Eryk mógłby śmiało być jej ojcem. I choć trzymał się świetnie, był zadbany, zawsze dobrze ubrany, starannie ukrywał siwiznę u najlepszych fryzjerów, to jego wiek zdradzały siwe włosy bujnie porastające jądra. Dlaczego związała się z o tyle starszym mężczyzną? Z perspektywy czasu wiedziała, że było to desperackie poszukiwanie ojcowskiej miłości. Wtedy wydawało jej się to całkiem niezłym pomysłem, szczególnie, że Eryk potrafił ją ujarzmić, dla niego była uległą, całkowicie posłuszną i oddana seksualną niewolnicą. I do tego był nieprzyzwoicie bogaty, co jej, zaledwie 22 letniej dziewczynie, bardzo imponowało. Wyruszyli w dwutygodniowy rejs jego prywatnym jachtem. Eryk -jej kapitan i ona- jego niewolnica oraz reszta męskiej załogi. Już wcześniej, po zabawach w nocnych klubach, wiedziała jaką podnietę czują mężczyźni patrząc. Nie zdawała sobie tylko sprawy jak to jest, gdy patrzy cała załoga, jednocześnie spełniając swoje marzenia seksualne. Tam, na łodzi, wszystko było pod kontrolą pana. Ona całkowicie zniewolona, często skrępowana i wykonująca rozkazy, oraz pozostała część załogi skwapliwie korzystająca z perwersji i rozkazów kapitana. Pomimo stosunków, które trwały godzinami, na przemian rżnięta przez pół tuzina podpitych marynarzy, czuła się wreszcie w pełni usatysfakcjonowana. Spełniona.
Zakończyła to tak, jak to lubiła najbardziej, niespodziewanie, po cichu i nocą. W porcie na Hawajach. Zaledwie chwilę po tym jak usłyszała rozmowę telefoniczną Eryka z żoną o której zapomniał jej powiedzieć. Wkurzyła się. Więc odeszła. Ot tak. Na najbliższy statek wycieczkowy, który mógłby zabrać ją z wyspy pełnej uradowanych turystów, czekała prawie trzy tygodnie. Napisała maila na uczelnię, wzięła rok dziekanki. Na wyspie  pracowała w barze na plaży, przyjmując napiwki wprost zza nieziemsko wycięte bikini. Statek, którym odpłynęła, okazał się ogromnym wycieczkowcem, z basenami na każdym pokładzie, dyskotekami, miał nawet pole golfowe i dwa lądowiska dla helikopterów!  Tu także załapała się na pracę za barem. I choć napiwki nie były już tak hojne jak na Hawajach, odbiła sobie to na prywatnych przyjęciach dając pokazy striptizu. Na statku pracowała aż do rozpoczęcia kolejnego, dla niej ostatniego, roku akademickiego.
Po skończonych studiach podjęła pracę biurze projektowym w Wellington. Pieniędzy z rocznego rejsu nadal miała sporo, bo i striptizy z czasem rzadko kończyły się tylko na tańcu, więc zainwestowała większość w nowe mieszkanie, blisko pracy. Tego w stolicy nie sprzedała, zostawiła sobie, jako zabezpieczenie przyszłości. Codzienna praca od 9:00 do 18:00 okazała się być nudna i  absolutnie nie sprawiająca radości Avie. Brakowało jej nocnego życia, szaleństwa i ryzyka, z trudem co rano zwlekała się z łóżka. Gdyby nie sukcesy, jakie odnosiły jej projekty, pewnie rzuciłaby to dużo wcześniej. A tak jeszcze dwa lata dusiła się w ogromnym biurze, pełnym fermentu i wszech obecnej żółci zazdrosnych o jej sukcesy współpracowników. Gdy wreszcie postanowiła odejść i przedstawiła przełożonym wypowiedzenie, okazało się, ze nie chcą jej puścić. Zaproponowali by nadal dla nich projektowała, pracując z domu. Zgodziła się. I jeszcze tego samego dnia postanowiła uczcić swoją namiastkę wolności pierwszym tatuażem. W salonie spędziła prawie pół roku, bo tak, znów pojawił się na horyzoncie facet. Tatuażysta Vik, kolejny pieprzony artysta i tak jakoś poszło. Odeszła dopiero gdy tylko jej ciało zapełniło się wszystkimi tymi dziarami, których pragnęła. Zbiegło się to z jej największym sukcesem zawodowym – wspomnianym wcześniej projektem stolików dla IKEA. Znów była bogata, wolna i ponownie czuła, że czas coś zmienić w swoim życiu.
I tak, w wieku 26 lat, trochę pod wpływem opowieści Mayowych przyjaciółek z czasów studenckich, mając w pamięci ich historie pełne wakacyjnych przygód spędzane w uroczym Dollsville, podjęła decyzję o kolejnej przeprowadzce. Także tym razem nie miała dużo rzeczy, zresztą nigdy do nikogo i niczego się nie przywiązywała, tak bardzo bała się straty czy odrzucenia. Spakowała cały dobytek w starego forda garbusa, którego ubóstwiała, i który pomimo sędziwego już wieku, nigdy jej nie zawiódł i ruszyła nad ocean. Tak wylądowała w Dollsville, z kolejnym mieszkaniem w kolekcji i barem w pakiecie. I żyła sobie spokojnie całe dwa lata, prowadząc Norę i klepiąc na kompie nowe projekty dla swojego pracodawcy z daleka. I wszystko było dobrze. Polubiła to nadmorskie miasteczko, jego mieszkańców, ucieszył ją ogromnie odnowiony kontakt z Mayówkami (także z tą trzecią, Mią, piękną, choć wg Avy najnudniejszą z sióstr, a może to tylko pozory, może także i ona, jak pozostałe siostry, skrywa jakieś tajemnice, pomyślała). I wtedy pojawił się on, nieprzyjmujący odmowy do wiadomości. I uległa, przepadła. Pierwszy raz pokochała. Winter, kolejny pieprzony artysta w jej życiu. A teraz ma za swoje. Znów ucieka, znów zaczyna nowe życie. Tyle, że teraz już nie sama, a z małą istotką pod sercem. Delikatnie pomasowała brzuch i cicho wyszeptała: Mamusia Cię kocha, wiesz?
 
ROZDZIAŁ XIV
Winter

Winter, Ty pieprzony dupku! Jak mogłeś!!! Pijesz, po burdelach się włóczysz, a Ava w ciąży! Twojego dziecka się spodziewa. Jak myślisz, co zrobi po ostatniej publikacji w tym szmatławym tygodniku?!
Winter nie od razu wszystko zrozumiał. Głowa ciążyła mu jeszcze po wczorajszej imprezie, a popołudniowy telefon po prostu wybudził go z głębokiego snu.
Inteligentnie wymamrotał tylko: Summer, to Ty sioooostrzyczko ?
Ja pieprzony pijaku! Lepiej weź sobie do serca to co Ci powiedziałam! Zrób coś natychmiast bo ją stracisz. Ją i swoje dziecko. O ile już nie jest za późno…
To mówiąc rozłączyła się jakby bała się więcej powiedzieć. Winter usiadł na łóżku i sprawdził ostatnie połączenie. Numer prywatny. Cholera.


ROZDZIAŁ XV

Winter

W monopolowym, do butelki, dokupił jeszcze plotkarski tygodnik. To chyba ta gazeta, o której wspomniała Summer. Sprzedawca coś tam niewyraźnie mamrotał, że nie poleca lektury, ale co tam…


Mijając piekarnię machnął do Mii, ta przywołała go ruchem dłoni. Wspomniała, że rano był u niej po bułki Sam. Dostał wiadomość od Avy – nie zamierza wracać. Mia, z uniesioną brodą, wymownie spojrzała na Wintera, wiesz może czemu? Bo jestem debilem - odparł pisarz i wyszedł.


Wrócił do mieszkania Avy. Od prawie miesiąca nie był już w swoim. Nalał sobie pół szklanki czystej i otworzył czasopismo. O kurwa, wyrwało mu się… Rzucił gazetą o ścianę. Nie musiał czytać, wystarczyło, że widział zdjęcia. Opróżnił szklankę, nalał sobie kolejną porcję. I tak do końca, do dna, zapomnieć.




ROZDZIAŁ XVI

Sam

Sam ledwo radził sobie z plecakiem, torbą z laptopem i dwoma kompletami ogromnych walizek. Tylko mi kurna klatki z kanarkiem jeszcze brakuje! Wcale nie zdziwił się, że drzwi mieszkania Avy zastał otwarte. Dobrze, że do niego napisała. W mieszkaniu, choć słońce jeszcze nie zaszło, było całkiem ciemno. Zaciągnięte żaluzje spowiły salon w półmroku. Zapalił światło. W pomieszczeniu nie było nikogo. Kurcze, widząc otwarte drzwi myślał, że zastanie w środku Wintera. Jak ta moczymorda mogła wyjść nie zamykając mieszkania!!

Podniósł żaluzje, pootwierał okna w salonie, przeszedł do sypialni. Zdziwiło go światło w łazience. Zajrzał do środka. W wannie wypełnionej wodą zmieszaną z krwią leżał Winter, z jego nadgarstków nadal sączyła się krew…
 
ROZDZIAŁ XVII

Greta


Ślady ostatnich podejrzanych faktur Donalda T. prowadziły do szpitala w Puppen Dupen. Akurat zdążyła wejść do izby przyjęć, gdy podjechała karetka na sygnale. Z pojazdu, wraz z ratownikami medycznymi, wyskoczył Sam. Interesujące pomyślała i podeszła bliżej.


Ratownicy zdążyli już wyciągnąć poszkodowanego. Dosłownie wbiło ją w posadzkę gdy zobaczyła, że to Winter Sky. Miał obwiązane nadgarstki, od razu domyśliła się dlaczego. Usłyszała tylko szept Sama. Ratujcie go panowie, błagam, ratujcie. Odpowiedzieli, że niewiele już mogą zrobić.


Gdy wieźli go korytarzem nadal stała w bezruchu. Nie zareagowała nawet gdy Sam podszedł do niej i zapytał:


„I co? Zadowolona jesteś z siebie suko?! Zdjęć nie robisz, hieno jedna?! Swoich w szmatławcach opisujesz i tak to się kończy!”


Spojrzał na nią groźnie, wyglądał jakby miał ochotę ją uderzyć. Ale ratownicy z Winterem już się oddalali więc pobiegł za nimi.


Co ja narobiłam! Co ja kurwa narobiłam. Osunęła się na kolana i zapłakała. Masz za swoje, drugi raz już nie zapomnisz, że się nie sra do własnego gniazda… pomyślała


Wyszła ze szpitala i wsiadła do taksówki. Poprosiła o kurs do Dollsville. Gdy dojechali do miasteczka wysiadła jeszcze kawał drogi od swojego domu. Musiała wyjść na powietrze, dusiła się. Szła przed siebie, z pustką w oczach i rozdartym sercem. Jak nisko upadła, zdradziła wszystkie swoje ideały.. dla marnych kilkunastu stówek.


Nawet nie wiedziała kiedy dotarła przed mieszkanie Avy. Drzwi były szeroko otwarte. Podświadomie czuła, że musi tam wejść. Zapukała, nikt nie odpowiedział. W mieszkaniu wszędzie paliły się światła, jakby ktoś opuścił je w pośpiechu. Rozglądała się po pomieszczeniu, ładne, ale zapuszczone. Wszędzie walały się puste opakowania po pizzy, chińszczyźnie i innych fast foodach, podłoga uwalona była pustymi butelkami. Mimo otwartych okien wyraźnie wyczuwała zapach alkoholu w mieszkaniu. Nagle straciła równowagę, poślizgnęła, wpadła na rozrzucone walizki, odruchowo złapała się stolika przy ścianie, tak mocno, że strąciła wazon z zaschniętymi różami. Poczuła, że oślizgła, śmierdząca woda zalała jej prawą stopę. Cholera! Już sięgała do torebki po chusteczkę, gdy jej wzrok padł na złożoną na pół kartkę. Trzy duże litery układały się w imię AVA. Rozłożyła ją i zaczęła czytać.

Najdroższa,

Co ja zrobiłem, co ja najlepszego zrobiłem! Jestem największym frajerem na świecie. Straciłem wszystko. Ciebie. Nie umiem, nie potrafię, nie daję już rady. Nie sam. Wybacz najdroższa. Wybaczcie mi oboje i Ty i nasze nienarodzone dziecko.

PS powiedz proszę Summer, że ją przepraszam. I że miała rację, przehandlowałem ją. Przepraszam…

Kocham Cię moja królowo lodu

Twój na zawsze Winter

Gdy skończyła czytać była zalana łzami. Chciała krzyczeć, lecz gardło miała ściśnięte. Po raz drugi tego dnia osunęła się na podłogę i zakryła twarz dłońmi.

Podniosła się dopiero po kilku minutach. Muszę naprawić co zepsułam, muszę odnaleźć Avę i sprowadzić ją do umierającego Wintera. Nie chciała zabierać ostatniego listu pisarza, ale potrzebowała argumentów, na wypadek gdyby udało jej się odnaleźć dziewczynę. Wyjęła aparat. Przyjrzała się też leżącemu wydrukowi maila, adresowany kilka dni temu, od Avy do Sama. I czarnobiała fotografia. Niewiele myśląc zrobiła zdjęcia całej korespondencji. Hmmm… i co dalej. Wczytała się w maila. Gdzie one mogły się spotkać? Jakie miejsce łączy ukrywającą się przed policją kobietę i ciężarną?!? Zastanowi się w drodze powrotnej. Czas do domu. Ma misję. I teraz postara się nie zawieść, ani tych których skrzywdziła, ani przede wszystkim siebie.

Dotarła do domu, zalała herbatę i z ogromnym kubkiem rozsiadła się na kanapie. Wtedy jej wzrok padł na jeden ze starszych numerów magazynu do którego najczęściej pisywała. Na okładce dwoje uśmiechniętych lekarzy. Jej przyjaciele, Mariusz i Bożena. To właśnie do Grety zadzwoniła Bożenka, gdy potrzebowali artykułu by rozreklamować ich nowo otwartą klinikę. On znany i ceniony chirurg specjalizujący się w operacjach plastycznych, ona najlepsza specjalistka od in vitro jaką Greta znała. Czy to możliwe, że spotkały się tam? Summer się ukrywa, być może zapragnęła zmienić swój wygląd, jej zdjęcie w blond włosach może to potwierdzać, a Ava… Ava jest w ciąży… Jezu, gdyby tylko okazało się to prawdą, gdyby obie były właśnie tam. Odstawiła kubek z parującą herbatą i chwyciła za komórkę. Miała świadomość, że jest późno, wiedziała też o tajemnicy lekarskiej, ale po prostu musiała spróbować. Wybrała numer do Bożenki.

Rachciachowie powoli szykowali się już do snu, ale obiecali pomóc Grecie wysłuchawszy jej historii. Oddzwonili gdy tylko przyjrzeli się podesłanemu MMSem zdjęciu. Tak, Summer jest na oddziale Mariusza, dzisiaj była operowana – nic szczególnego, nos, podbródek, powieki… co do Avy Bożena nie była pewna, ale gdy poznała jej imię i nazwisko skojarzyła, tak, była u nich. Dzisiaj. U dr Brown. Takiego potwierdzenia potrzebowała. Podziękowała przyjaciołom i zapowiedziała się rano na kawę w klinice. No nic, tej nocy nie pośpi, czas spakować torbę i ruszać w drogę. Czeka ją dobre 5 godzin jazdy.
 

ROZDZIAŁ XVIII

Winter


Nigdy nie zastanawiał się jak to jest gdy się umiera. Mówili, że tunel, że światło, że całe życie staje przed oczami. Klatka po klatce. Ale on nie chciał widzieć całości. Gdyby mógł wybrać, chciałby zobaczyć raz jeszcze, tylko chwile jakie spędził z Avą. Piękną zimę na jarmarku bożonarodzeniowym, pocałunki u sióstr May, randkę w cukierni, ostatni spacer nad Magicznym Stawem i ich nagie ciała kotłujące się w śnieżnobiałej pościeli. Miał nadzieję, że jeśli skupi się na tym retrospekcja nie będzie pełna, nie cofnie się do czasów dzieciństwa..

Niestety pierwsze co zobaczył to swoje odbicie w brudnych szybach chałupy. Miał 5 lat, to ta noc, kiedy ona odeszła. Matka. Zdążył już o niej zapomnieć, walczył ze sobą wewnętrznie, próbując przerwać projekcję. Nie, nie, nie… Jego nagłe poruszenie uruchomiło aparaturę, na salę zbiegli się lekarze i pielęgniarki. Winter wił się w spazmach. Ktoś szepnął: walczy. Po chwili znowu był spokojny. Teraz jakby unosił się nad pokojem, widział małego siebie trzymającego kurczowo nogę kobiety, jakby przeczuwał, że więcej jej nie zobaczy. Widział małą Summer, zaledwie dwa lata starszą od niego. Puść Winter, ona nas nie kocha, mówiła. Matka zamachnęła się nogą, odrzuciło go na ścianę, uderzył plecami i głową. Nawet na niego nie spojrzała, chwyciła czarną, zniszczoną walizkę i wyszła na dwór. Stracił przytomność, gdy się ocknął pochylała się nad nim siostra. Trzymaj się braciszku, teraz już będzie tylko gorzej, ale my zawsze będziemy razem. Pamiętaj o tym. Przytuliła go i w objęciach razem płakali tak długo aż z wyczerpania zasnęli na podłodze.

Tak znalazł ich ojciec, kopniakiem rozdzielił rodzeństwo. Nie będzie mu się robactwo pod nogami pałętać. Kazał wypierdalać. To wyszli, do pustej stodoły, bo zwierząt od dawna nie mieli.. Na poddaszu tej rudery ukrywali się tak często, że mieli tu nawet koce. Było to jedyne miejsce, gdzie czuli się bezpiecznie. Wystarczyło wejść po drabinie, a potem wciągnąć ją za sobą. Nie było to łatwe ale we dwójkę jakoś dawali radę.

Kolejne miesiące pokazały, że Summer się nie myliła. Chodzili brudni, głodni i ciągle przemarznięci. Nikt się nimi nie interesował i nikt nie powiadomił odpowiednich służb bo przecież na swego donosić nie będą. Ludzie ze wsi, Ci „porządni” woleli nie widzieć, zaś dla kompanów Fritza rodzeństwo nie istniało w ogóle.

Jedli co znaleźli, bo ojciec rzadko pamiętał by kupić coś do jedzenia, choć po wódkę bywał w sklepie regularnie. Nie przetrwaliby długo gdyby nie kierowca szkolnego autobusu. Przejeżdżając co rano koło ich domu zwalniał i przez okno wyrzucał na pobocze szarą torebkę z własnoręcznie zrobionymi kanapkami. Rodzeństwo już od świtu wystawało przy szosie oczekując na posiłek. Z czasem do kierowcy autobusu dołączyły też dzieci z pojazdu. Choć dla nich była to zabawa. Kto trafi jabłkiem w Summer, a kto bananem w chłopaka… Byli na łasce obcych, od poniedziałku do piątku, w weekendy najczęściej głodowali.

Lato 1995 było wyjątkowo upalne. Summer skończyła właśnie 9 lat, Winter powinien na jesień zacząć naukę w szkole. W domu bez zmian, codziennie pijackie burdy i awantury pijaków. Dlatego większość czasu spędzali nad rzeką. Summer śmiała się, że jeszcze nigdy nie byli tak czyści, bo ostatnio kąpali się codziennie korzystając z fantastycznej pogody.
Był piątek, sierpniowy wczesny wieczór, gdy rodzeństwo wracało znad rzeki. Prosto do stodoły gdzie od prawie dwóch lat mieszkali. Do domu nigdy nie chodzili, bo i po co. Lepiej trzymać się z dala od agresywnego ojca. Jednak tym razem Fritz z kompanami chlał na podwórzu, nie mieli więc szans przejść niezauważeni. Pijaki zaczęły sobie żartować z Summer i jej przykrótkiej sukienki. Ojciec przywołał córkę, a gdy podeszła przyciągnął ją do siebie.
-Już niedługo Ci cycuchy urosną. A wtedy my je z chłopakami wytarmosimy. Całe towarzystwo śmiało się rubasznie. Dziewczyna zaczęła wyrywać się ojcu. Ten przytrzymał ją jeszcze mocniej, na ramieniu pojawiły się czerwone ślady.

-Co się wyrywasz głupia dziwko! Przecież tego chcesz! Jesteś taką samą kurwą jak twoja matka! Co nie chłopaki?! Odpowiedział mu zgodny pomruk.
-Puść ją! Winter rzucił się na ojca, ale został przytrzymany przez sąsiada. Fritz zamachnął się i uderzył chłopaka z całych sił aż ten upadł na ziemie zamroczony.
-Spierdalać do szopy głupie kundle! Warkną na dzieciaki Fritz i wrócił do butelki.
Całe towarzystwo zaczęło się głośno śmiać, a jeden z kompanów Fritza zapytał go, po co za darmo trzyma dzieciaki, niech zarobią na swoje utrzymanie. Już on się wszystkim zajmie jak Fritz chce. Fritz chciał.
Dwa dni później pod chałupę zajechał srebrny samochód, z Perth, jeśli wierzyć rejestracji. Z auta wyszedł łysawy mężczyzna po pięćdziesiątce. Ojcu, który pojawił się w drzwiach, powiedział, że przyjechał obejrzeć dzieciaki. Zaraz będą, odparł Fritz, pan siądzie i poczeka.
Od tego wieczora Fritz już zawsze pamiętał o dzieciach, pilnował je jak najdroższego skarbu. Rodzeństwo  ponownie zamieszkało w domu, w dawnym pokoju ojca. Okna zostały zabite dechami, drzwi zamykane na klucz. Fritz pilnował i dbał o swe interesy. Jeszcze nigdy w życiu nie miał tyle gotówki ile zarobił na licytacji dziewictwa Summer. Dzieciaki trzymał na uwięzi i wypuszczał tylko do klientów. A było ich coraz więcej, bo auta z wujkami zajeżdżały pod dom praktycznie codziennie.
To były najgorsze lata w życiu rodzeństwa. Odebrano im radość, dzieciństwo i godność. Nie skarżył się, wiedział, że Summer miała jeszcze gorzej. Nigdy nie rozmawiali o tym, co z nimi robiono, czasem tylko, gdy jedno zaczynało płakać drugie przytulało się do niego i gładziło po włosach. Przyzwyczaili się, powoli zapominali, że kiedyś było inaczej, że gdzieś tam niedaleko jest droga, są pola i rzeka. Czasem Fritz wypuszczał ich na podwórze, ale nigdy razem, drugie było zabezpieczeniem.  Jak nie wrócisz, to zabiję twoją siostrę jak psa.. tak często to słyszał.
Na jedenaste urodziny dostał telewizor SONY. Jego pierwszy prezent. Wujek Nick mówił, że to dlatego, bo go kocha. Bo przecież Winter jest takim dobrym chłopcem. Kochasz wujka, co nie Winter? Pokaż jak bardzo kochasz, mówił rozpinając rozporek.
Pamiętał też, że kilka miesięcy później zdenerwował Fritza prośbą o jedzenie, a ten ze złości roztrzaskał telewizor.  Znów siedzieli zamknięci w ciszy. Z nudów więcej rozmawiali, wspominali to co widzieli na ekranie: miasta, szczęśliwe rodziny, szkoły, sklepy, bajki. I tylko raz Winter powiedział, że w telewizorze to chyba kłamią, bo tam dzieci były szczęśliwe. I my kiedyś będziemy, odpowiedziała mu siostra. Razem, sami, bez ojca. Zaczęli marzyć jakby to było, gdyby Fritz znikł.
Kolejny obraz, rozemocjonowana Summer. Nie od razu zrozumiał co mówiła. Po co usunęła deski ze starej, rozebranej już studni za domem. Jeszcze ktoś wpadnie… Ale jak to ma wpaść?! Winter kręcił głową nic nie rozumiejąc. Usiadła naprzeciw niego na łóżku i szeptem wyjaśniła mu swój plan. Dokładnie taki, jaki widzieli wcześniej na filmie. Trzeba tylko poczekać na dogodny moment.
Nie mógł już tego słuchać! Krzyki Summer co chwila rozrywały mu głowę. I te odgłosy. Wiedział dokładnie co jej robią. Łzy napłynęły mu do oczu, zaczął krzyczeć i walić pięściami w drzwi. Fritz zdjął zasuwę, wychylił swoją nalaną twarz i syknął, stul pysk gówniarzu. Winter kopnął go najmocniej jak umiał, trafił prosto w kolano, a gdy ojciec osunął się na kolana, minął go i wybiegł z zabitej dechami celi.  Od razu rzucił się na wbitego w siostrę mężczyznę, próbował go odciągnąć, lecz ten się tylko odmachnął się, jakby odganiał natrętnego komara. Zabiję Cię smarkaczu! Fritz już był blisko, Winter zdążył dopaść drzwi i wybiegł w ciemności. Tuż za nim podążał ojciec ściskając w dłoni rozbitą butelkę. Chłopak biegł ile sił, za dom, byle za dom..  Nie uciekniesz mi. Zabiję Cię, potnę na kawałki, już nie żyjesz kundlu. Słyszał coraz bliżej Winter. Teraz albo nigdy pomyślał, skoczył i biegł dalej. Ty mały…. Fritz nie dokończył. Wpadł prosto w zastawioną przez rodzeństwo pułapkę. Skończył ze skręconym karkiem na dnie studni. 
Odnaleziono ich kilka dni i setki kilometrów później. Patrol kolei pilnujący składu wagonów z węglem odkrył parę brudnych, prawie czarnych, śpiących w najlepsze dzieci. Ich rany i siniaki świadczyły o przemocy jakiej doświadczyły. Ale nie chciały nic mówić, wymownie milczały o tym skąd i kim są.  Pomimo apeli w radiu i telewizji, zdjęć w gazetach nikt nie potrafił, bądź nie chciał, pomóc policji w ustaleniu ich personaliów.
Tak oto, dwoje nastolatków, trafiło do domu Susan. Była to emerytowana psycholog, matka trzydziestoletniej policjantki. To właśnie Hana na komendzie wpadła na pomysł, by nie odsyłać dzieciaków do sierocińca, a dać im dojść do siebie w  jej rodzinnym domu i powoli oswajać ich z rzeczywistym światem, którego nie rozumieli. Jej matka zajmie się nimi jak nikt.
Już pierwsze spotkanie Susan z rodzeństwem wiele jej zdradziło z tego co doświadczyli. Siniaki, rany, blizny, przypalania papierosem, ogromny strach obojga przed mężczyznami tylko potwierdziły przypuszczenia o horrorze, jakiego doświadczyły. Dzieci były jak dwa zagubione zwierzątka, nie umiejące czytać, pisać, podejrzanie patrzące na kanapki, czy napój w puszce, kulące się na widok podniesionej ręki. I tylko gdy wydawało im się, że nikt nie patrzy, trzymając się za ręce, mówiły sobie, że teraz już będzie lepiej. I było.
Susan troszczyła się o rodzeństwo, jak przed laty o Hanę. Codziennie poznawały nowe smaki, jeździli na wycieczki, na zakupy, z radością rozpoczęli naukę z prywatną nauczycielką Mirą. Dzięki staraniom swojej opiekunki z czasem poznali inne dzieci, potem ich rodziców i innych dorosłych. Stali się radośni tak, jak powinny być dzieci w ich wieku. I tylko czasem, przeszłość dawała o sobie znać, gwałtownie i niepostrzeżenie przypominała o sobie. Jak wtedy, gdy nieświadoma niczego Susan podała na kolację naleśniki z syropem klonowym. To było już po kilku miesiącach odkąd zamieszkali razem, dopiero niedawno dzieci nauczyły się jeść powoli, zdały sobie sprawę, że posiłek zawsze będzie, że nie trzeba jeść szybko i na zapas. Już nie łapczywie, jak wygłodniałe psiaki, a z radością zaczęły spożywać kolację. I wtedy pierwsza rozpłakała się Summer, a Winter osunął się z krzesła, zaczął się trząść i rzucać po podłodze bez przerwy powtarzając nie… nie… nie… Siostra przytuliła brata i razem, w szlochali. Tej nocy, Summer otworzyła się przed Susan po raz pierwszy. Opowiedziała, że jeden z wujków zawsze przychodził z syropem klonowym. I że oni dokładnie wiedzieli kiedy jego wizyta się zbliża. Płacił ponoć ojcu ekstra by przez kilka dni przed jego przyjazdem nie dawać rodzeństwu nic do jedzenia. A potem, oni dostawali swój posiłek. Syrop klonowy na wujku...tu głos Summer już się całkowicie załamał. Objęła cioteczkę Susan i płakała w jej ramionach aż zasnęła. Co też musiały przeżyć te dzieci, ile lat trwał ich koszmar pomyślała starsza kobieta i również po jej policzkach popłynęły łzy.
Po roku nauki w domu nadszedł pierwszy dzień rodzeństwa w szkole. Dzień, w którym Susan wypuściła swoich podopiecznych spod skrzydeł. Dali sobie doskonale radę. Zwłaszcza Winter, który w szkole szybko nawiązał nowe przyjaźnie, a i uczył się nadspodziewanie dobrze, szczególnie z przedmiotów humanistycznych. Summer wolała przebywać z cioteczką, najczęściej w kuchni, gdzie wspólnie gotowały i plotkowały do późna. Aż Hana czasami śmiała się do matki, że jest zazdrosna o więź jaka ją połączyła z tą małą. Ale wiedziała, że to ona podarowała rodzeństwu swoją mamę i cieszyła się z ich sukcesów równie mocno jak Susan. Po 7 latach rodzeństwo opuściło dom cioteczki. Summer rozpoczęła naukę w szkole gastronomicznej, zaś Winter poszedł na studia. I pomimo ogromnej pustki w mieszkaniu Susan cieszyła się z tego ile osiągnęli jej wychowankowie.
Na wspomnienie cioteczki kąciki ust Wintera delikatnie uniosły się. Szkoda, że już Cię nie ma z nami. Czekasz już na mnie tam na górze, Susan?
ROZDZIAŁ XIX

Greta

Greta z przyjemnością spotkała się ze starymi znajomymi. Przy porannej kawie opowiedziała im całą historię. Małżeństwo bardzo współczuło przyjaciółce i rozumiało chęć naprawy krzywd, które wyrządziła swoim artykułem.

Nie  mogli uwierzyć, że sprawa dotyczy autora książki, którą dopiero co się zachwycali. I że na oddziale Mariusza jest siostra Wintera, a w klinice Bożeny była jego dziewczyna w ciąży. Pani Doktor od razu zadzwoniła do sekretarki prosząc o podanie numeru telefonu i adresu pacjentki Avy Taylor.

Do sali w której leżała Summer Greta weszła sama. I choć na początku kobieta wypierała się i twierdziła, że Greta z kimś ją myli, to jednak po chwili rozpłakała się i wysłuchała reporterki do końca. Szybko podjęła decyzję o powrocie. Zresztą dzisiaj i tak miała opuścić klinikę. Rany dobrze się goiły, i choć cała była w bandażach, to nic nie mogło jej teraz powstrzymać przed powrotem do Dollsville.  Niepokój o życie brata wziął górę nad strachem przed policją i wstydem przed mieszkańcami miasteczka. Greta pomogła zebrać jej rzeczy i załatwić wypis. Na pożegnanie właściciele kliniki serdecznie uściskali przyjaciółkę a Bożena dyskretnie wsunęła w dłoń Grety karteczkę z numerem telefonu Avy.

Summer z ulgą i radością przyjęła propozycję wspólnego powrotu. Dzięki temu już za kilka godzin zobaczy Wintera. Pozostała tylko ostatnia sprawa do załatwienia zanim ruszą w trasę. Telefon na nowy numer Avy, który zostawiła w klinice. Wykonały go jeszcze na parkingu przed kliniką. Odebrała. Jak usłyszała Gretę, chciała zakończyć rozmowę, lecz wtedy do akcji wkroczyła Summer. Na wieść o tym, że lekarze walczą o życie Wintera po jego próbie samobójczej była zdruzgotana. To moja wina… wyszeptała. Wsiadam w samochód i wracam. Do zobaczenia na miejscu powiedziała na zakończenie.

I tak oto trzy młode kobiety, każda pełna poczucia winy, ruszyły w drogę powrotną do Dollsville




ROZDZIAŁ XX

Summer

No to ruszamy, kierunek Dollsville - powiedziała Greta i odpaliła silnik. W odpowiedzi Summer uśmiechnęła się smutno. Z jednej strony chciałaby być już na miejscu, ale co ją tam czeka… Ponownie się rozpłakała i poczuła, że musi się komuś wygadać. A Greta, z racji wykonywanego zawodu, umiała słuchać. I tak Summer zaczęła swoją opowieść…

Od czasu opublikowania książki Wintera ciągle nie mogłam znaleźć dla siebie miejsca. Nadal bez pracy, dusiłam się w pensjonacie, snułam bez celu po okolicy a szukanie nowego domu, na który tak się wcześniej cieszyłam, nie sprawiało mi radości. Nawet Sam nie wiedział o co chodzi, widział, że byłam smutna i choć nigdy nie płakałam przy nim, to nie mógł nie zauważyć zapuchniętych oczu.  Tego feralnego dnia, kiedy „zaginęłam”, byłam wcześniej u Wintera. Chciałam dowiedzieć się, dlaczego zdradził mój sekret. Greta pytająco spojrzała na kobietę. Summer spuściła głowę i patrząc tępo w samochodowy chodniczek cicho wyszeptała - bo współczesna bohaterka powieści Wintera to ja. I znów rozpłakała się na dobre. Greta zjechała na pobocze, zatrzymała auto, odpięła pas i przytuliła pasażerkę obok. O mój boże, Summer, tak mi przykro! Nie wiedziałam! No cóż, Summer pociągnęła nosem, nawet ja nie wiedziałam, do momentu kiedy nie przeczytałam powieści. To była historia mojego, naszego życia przeniesiona tu, do Dollsville.

Udałam się do domu brata i machając mu przed nosem egzemplarzem powieści zażądałam wyjaśnień. Spojrzał na mnie smutno i powiedział:

-Przepraszam laleczko…

- Tylko tyle masz mi do powiedzienia!?! Przepraszam LALECZKO?!!? Pojebało Cię Winter?!?! Zdajesz sobie sprawę co zrobiłeś?!?!!! Jak mogłeś?!?

- Ja… nie wiem… po prostu tak wyszło, przepraszam Summer. Byłaś jak one, jak te dziewczynki z Dullsville. Gdy odkryłem tą historię nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że nasz los był podobny. Samo tak jakoś wyszło.

- Zawiodłeś mnie strasznie. NIGDY Ci tego nie wybaczę!!!! - wykrzyczałam

Zapłakana wybiegłam z mieszkania. Winter wołał za mną, bym poczekała, że przeprasza, ale ja nie słuchałam. Uciekłam wściekła, rozżalona, zdradzona.. Potem, na spotkaniu z agentem nieruchomości w Puppen Dupen cały czas wracałam myślami do tej awantury, nie mogłam się na niczym innym skupić. Spisałam tylko adresy domów i powiedziałam, że obejrzę je sama. Wiesz, jak tak myślę, to tego Bezgłowego Nicka, jak o nim wszyscy mówią, to nie zauważyłam chyba właśnie dlatego, że cały czas myślami byłam daleko, w dzieciństwie.. Dałam się zaskoczyć, złapał mnie i choć do końca walczyłam, musiałam się poddać. Dopiero gdy zaczął się do mnie dobierać ogarnęła mnie taka złość, zwierzęca furia, ja.. ja nie panowałam nad sobą. Chwyciłam tasak i waliłam, raz za razem. Waliłam też, gdy głowy już nie było. I cały czas, z każdym uderzeniem wyobrażałam sobie, że to mój ojciec, jego kumple i wszyscy ci pożal się Boże wujkowie… Greta spojrzała smutno na Summer, ale ta nie przerwała, kontynuowała opowieść. Gdy w końcu zdałam sobie sprawę z tego co zrobiłam, było już za późno. Załamana nie wiedziałam co zrobić. I ciągle byłam zła, wkurwiona, pełna agresji i żądzy zemsty. Znów jakiś mężczyzna mnie skrzywdził, a obiecałam sobie, że już nigdy na to nie pozwolę. A wszystko, bo nie byłam czujna. Przez Wintera, przeszło mi przez myśl. No braciszku, już ja Ci się odwdzięczę. Chciałeś sensacji, to ją dostaniesz. Wyjęłam z torebki książkę i napisałam „Mam Twoją laleczkę”. Chciałam by miał wyrzuty sumienia. Potem wspięłam się na parapet i uciekłam.

Boże… co ja narobiłam. To przeze mnie to wszystko! Przeze mnie pił, stał się agresywny, szlajał się po burdelach i stracił Avę… Przez moją chorą chęć zemsty… 

Summer zwróciła się w stronę kierowcy. Za kilometr jest stacja benzynowa, przystaniemy na kawę? -zapytała. 

- Z przyjemnością się napiję, odpowiedziała Greta.

Gdy wsiadły z powrotem do auta Summer czuła się już trochę lepiej. Po rozmowie jaką odbyły przy restauracyjnym stoliku wiedziała już, że policja nie oskarży ją o morderstwo. Że wiedzą, że była to obrona konieczna. Że babki z Patologicznej widziały wszystko i zapewne po przesłuchaniu będzie wolna. Jeden ciężar spadł z jej ramion. Teraz najważniejsze – Winter. Tak chciała go już zobaczyć.

Także i Greta pogrążyła się w rozmyślaniach. Wszyscy zastanawiali się, kim była współczesna bohaterka, mieszkańcy plotkowali, wskazując coraz to inne osoby, dziennikarze podpytywali Wintera, a ona poznała prawdę. I wiedziała jedno, nikomu nie zdradzi tajemnicy Summer.




ROZDZIAŁ XXI

Summer

Do Dollsville dojechały przed Avą. Nie ma co się dziwić, jej garbus nie wyciągnie tyle co auto Grety. Już na parkingu dostrzegła Sama. Stał pod wiatą i nerwowo palił papierosa. Kiedy wrócił do nałogu. Przecież nie palił już dwa lata! I kiedy wrócił do okularów, od lat nosił tylko szkła kontaktowe…
 
Podeszły obie do niego. Nie poznał jej! Prawie rzucił się z pięściami na Gretę krzycząc coś o szmatławych hienach. Ledwo go powstrzymała. Spojrzał na nią zdziwiony, to przez tą perukę i twarz w bandażach niczym mumia. Ale głos poznał od razu. Padł jej w ramiona cały czas szepcząc kochanie… jesteś… kochanie…
Czym prędzej weszli do szpitala. Summer gładziła Wintera po dłoni, po włosach… nie reagował. Słyszała, jak na korytarzu Sam przeprasza Gretę, że jej dziękuje.
Wyjęła komórkę, zadzwoniła do Hany. Opowiedziała jej całą historię.  Hana obiecała pomóc z policją, a tym czasem niech Summer porozmawia z lekarzami. Może będą mieli dla niej jakieś lepsze wiadomości. Summer uśmiechnęła się, po śmierci Susan Hana ze starszej siostry przeobraziła się w siostrę matkującą. Ucieszyła się, że jedyna bliska im osoba z przeszłości pomoże jej w sprawie odrąbanej głowy, ale po chwili uśmiech zanikł. Teraz najważniejszy jest Winter…

ROZDZIAŁ XXII
Ava
Do szpitala w Puppen Dupen gdzie leżał Winter dotarła godzinę po dziewczynach. Na korytarzu przed pokojem Wintera był tłum ludzi, spotkała Sama, Gretę i wszystkie trzy Mayówki. Mia, choć nie tak jej bliska jak pozostałe siostry, płakała najbardziej. Bo ja… bo ja… nie byłam ostatnio dla niego miła, jak dowiedziałam się, że przez niego wyjechałaś. Ava przytuliła Mię i powiedziała jej do ucha: ja też bardzo go zawiodłam… Pozostali mieszkańcy miasteczka uśmiechali się do niej, machali, właściciel monopolowego skinął głową mówiąc, dobrze że już jest, bo mu pijaki pod sklepem wystają, jak nie mają gdzie usiąść. Wszyscy mówili, że trzymają kciuki. I tylko Babka Wolna nie zareagowała na przybycie Avy, cały czas modliła się żarliwie.

W pokoju panował już półmrok. W poświacie zachodzącego słońca Winter wyglądał jak święty stający przed obliczem Pana. Aż lśnił na pomarańczowo w białej pościeli. Ava powoli podeszła do łóżka, oparła dłonie na ramionach Summer. Wyszeptała: kochanie, jesteśmy tu z Tobą…

I wtedy Winter otworzył oczy.

ROZDZIAŁ XXIII
Spotkanie bohaterów
Pięć miesięcy później.
Gdy Winter doszedł do siebie, Ava zabrała go na kilka miesięcy na wieś by nabrał sił, zmienił otoczenie i zapomniał o butelce. Godzinami spacerowali po polach i lasach, łowili ryby, grillowali i siedzieli wieczorami przy kominku. Dużo rozmawiali o przeszłości i o tym co będzie, gdy na świecie pojawi się ich maleństwo. Wtedy też, pewnego wieczora, zrodził się pomysł, którym szybko podzielili się mailowo z przyjaciółmi z Dollsville.
Gdy wrócili do miasteczka okazało się, że i tu wiele spraw się poukładało. Mia i Lea pomagały Tii w remontowaniu, dekorowaniu i przeprowadzce do jej nowego mieszkania. Sam i Summer z powrotem zamieszkali w domu, który przekazali Winterowi. Summer zyskała nową twarz i odzyskała swoje piękne rude włosy. I coraz więcej czasu spędzała ze swoją nową przyjaciółką Gretą. Sam, na czas nieobecności Avy, zaangażował się w prowadzenie Nory. Summer była z niego taka dumna. Wtedy też zaczęli razem marzyć o takim biznesie dla siebie, albo jeszcze lepiej restauracji, Summer była przecież kucharzem z zawodu.
Wszyscy spotkali się w cukierni Mii. Siostrzyczki postarały się, by nie zabrakło nikogo na powitalnym przyjęciu Wintera.  Oczywiście największą furorę zrobił ogromny brzuch Avy, do rozwiązania pozostał już tylko miesiąc. Przyjaciele gratulowali przyszłym rodzicom, a dziewczyny dotykały brzucha i śmiały się radośnie.
A gdy emocje już opadły Winter zabrał głos
Chciałem przede wszystkim podziękować wszystkim za przemiłe przyjęcie. Dobrze jest wrócić do domu, do przyjaciół. Okazaliście zarówno mi, jak i Summer, ogromne wsparcie, pomoc i otwarte serce. Przez prawie rok, jaki minął od czasu ukazania się mojej pierwszej powieści wydarzyło się tak dużo złych rzeczy. Większość z nich nie miałaby miejsca, gdybym wcześniej uporał się z demonami z przeszłości. Dzięki Wam to się udało. Z maili jakie wymienialiśmy między sobą gdy przebywałem na wsi z Avą wiem, że nie tylko mi potrzebne było oczyszczenie. Jestem Wam ogromnie wdzięczny, że z taką chęcią przystąpiliście do mojego nowego projektu. Razem napisaliśmy dalszą część „Tajemnic Dollsville”. Naszą spowiedź. I chciałbym, by już nikt mnie nie przepraszał, nie czujcie się winni. Biorę na siebie całą odpowiedzialność za zło jakie wyrządziłem. A to, prosto od mojego wydawcy, najnowsze wydanie drugiego tomu powieści, na cześć mojej ukochanej siostry wybrałem tytuł „Współczesna Bohaterka”. Tak bardzo się cieszę, że mogę już dzisiaj, Wam pierwszym, współautorom, wręczyć po egzemplarzu. Każdy z Was zna przynajmniej kilka fragmentów, rozdziałów które sam napisał, ale dopiero wszystkie razem pokażą jak wiele rodzeństwo Sky Wam zawdzięcza. Poznamy swoje historie: Summer i moją, Avy i Sióstr May, dowiemy się, co zrobiła dla nas Greta i jak walczył o odkrycie prawdy Sam. Poznacie nasze dzieciństwo i zrozumiecie jak bardzo jesteśmy wdzięczni losowi, że zesłał nam tak wspaniałych przyjaciół w naszym nowym, prawdziwym domu, w Dollsville. I teraz, w tym momencie, chciałoby się wznieść toast, ale jak wiecie, mi nie można, więc pozwólcie, że po prostu uścisnę Wam dłonie. Dziękuję przyjaciele! Moi osobiści współcześni bohaterowie.

KONIEC

 
 

 


 

 

 

 

2 komentarze:

  1. Kochana, masz talent! Przebrnelam przez calosc prawie w bezdechu! Porywajaca, przejmujaca i dajaca do myslenia ta twoja ksiazka, ksiazka Wintera znaczy sie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale się cieszę!! Dzięki Kamilla. Pozdrowienia od Wintera dla Grety :)

      Usuń